Marta Potocka

„Miłość od pierwszego pingwina”- Marta Potocka

Uczestniczka czterech wypraw letnich do Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego, jednej ekspedycji latem do Barentsburga na Spitsbergenie, a do tego pierwsza Polka, która prowadziła podwodne badania przy pomocy metod nurkowania swobodnego  w regionach podbiegunowych – z Martą Potocką, która naukowo była związana z Zakładem Biologii Antarktyki IBB PAN przez 17 lat, mijałyśmy się czasem na schodach w Instytucie, czasem porozmawiałyśmy przy herbacie. O, i prowadziła szkolenie dotyczące środowiska Antarktyki rok temu, w czerwcu, dla przyszłych uczestników 44. Wyprawy do Stacji Arctowskiego. Jej historii nie mogło tutaj zabraknąć.

Marta jest doktorem nauk o Ziemi ze specjalnością biologia morza, prywatnie – mamą Julki i Jaśka. Po kilkunastu latach pracy w PAN-ie poszła w stronę popularyzacji nauki i aktualnie pracuje w Marine Stewardship Council MSC – organizacji, która zajmuje się ochroną żywych zasobów mórz i oceanów.

(Na prośbę Marty załączam link do strony dotyczącej działalności edukacyjnej MSC. Edukacja to dziedzina, o której opowiada z błyskiem w oku i chyba jak każdy, kto zajmuje się rozpowszechnianiem wiedzy o regionach polarnych, chciałaby, żeby ludzie odróżniali Arktykę od Antarktyki i wiedzieli, że pingwin nie ma szans spotkać się z niedźwiedziem polarnym.)

Mimo że dzieli nas raptem kilkadziesiąt kilometrów, rozmawiamy zdalnie. Oczywiście rozmowa na żywo przy kawie byłaby przyjemniejsza. Niby się śmiejemy, że doświadczenie polarne ułatwia przebywanie w przymusowej kwarantannie. Niby – jeśli jest się razem. Tymczasem mąż Marty, Mariusz, aktualnie przebywa w USA, gdzie pracuje naukowo na Uniwersytecie w Maine. Teraz ta odległość nabiera innego znaczenia.

https://www.polskieradio.pl/80/998/Artykul/2483528,Byc-razem-reportaz-Joanny-Boguslawskiej

Marta jest biologiem morza, Mariusz geografem glacjologiem. Pracowali razem na Antarktydzie na polskiej Stacji im. Arctowskiego. Po powrocie wyjechali na Uniwersytet do Maine, gdzie Mariusz pisał doktorat, wraz z prof. Paulem Majewskim uczestniczył w wyprawie na Mount Everest, której celem było zamontowanie najwyżej położonej stacji meteorologicznej i pobranie rdzenia lodowego z wysokości ponad 8 tys. metrów, a wszystko po to, by na tej podstawie zbadać zanieczyszczenie środowiska i zmiany klimatu. Marta i Mariusz mają dwoje dzieci. W czasie epidemii Marta pracuje zdalnie z domu, i zajmuje się dziećmi. Mariusz przebywa w Maine, gdzie prowadzi badania rdzenia lodowego przywiezionego z Everestu. W tym trudnym czasie są osobno. Marta ma nadzieję, że za kilka miesięcy będą mogli spotkać się spotkać.
„Być razem”- rozmowa Joanny Bogusławskiej z Martą Potocką, Program Czwarty Polskiego Radia

Ze swoim przyszłym mężem Marta poznała się w IBB PAN.

Mariusz trafił do IBB PAN w 2004 roku. Raz zadzwonił do mnie przełożony i mówi: „Przyjechał jakiś student geografii, w bibliotece czeka. Pójdź do niego i zobacz, czego chce”. Pomyślałam: „O, Jezu”, bo wtedy czułam się jak super polarniczka, a tu jakiś student mi przychodzi. Patrzę, siedzi i mówi, że chce jechać na stację, robić glacjologiczne cuda. Powiedziałam: „Dobra, dobra, ale ja teraz nie mam czasu, bo sama się szykuję na wyprawę”. Mariusz do dziś mi wypomina, że zachowałam się jak bufon (śmiech). Nie polubiliśmy się.

Fragment rozmowy z Martą Potocką

W 2005 roku prowadzili razem podwodne badania w Antarktyce, w sezonie letnim 2007-2008 również spotkali się na Stacji Arctowskiego. A potem stwierdzili, że szkoda tracić czas – w kwietniu 2009 roku się pobrali, niedługo później urodził się Jasiek.

Mariusz się śmiał, że wybrał mnie sobie między pingwinami: „Taka jedna chodziła, to wezmę”.

Fragment rozmowy z Martą Potocką

Od 2009 roku zamieszkali w Stanach – Marta odbyła staż podoktorski w Lobster Institute na Uniwersytecie w Maine, gdzie zajmowała się homarami amerykańskimi. Oprócz tego uczyła hiszpańskiego i razem z mężem prowadzili zajęcia w szkołach, podczas których opowiadali o swojej pracy naukowej w regionach polarnych.

Po sześciu latach Marta z dziećmi wróciła do Polski. Atlantyk nie stanowi żadnej przeszkody w ich relacjach rodzinnych.

Myślę, że bez pasji do nauki i regionów polarnych byśmy się nie zrozumieli. Mariusz wyjeżdżał i wyjeżdża na paromiesięczne wyprawy, nie mam wtedy z nim kontaktu. Która normalna kobieta by na to pozwoliła? Ale ja mam w głowie poprzestawiane, bo sama byłam w tych miejscach i rozumiem go doskonale. Zajmuję się domem i dziećmi, moją pracą, a on – wyprawą. Tak teraz sobie myślę – kurczę, jestem idealną żoną! (śmiech)

Fragment rozmowy z Martą Potocką

Marta zapadła na gorączkę polarną – od razu i nieodwołanie. Doskonale pamięta wpłynięcie do Zatoki Admiralicji. 2003 rok, 28. Polska Wyprawa Antarktyczna, dla niej – pierwsza. Na pokładzie Polar Pioneera stało kilku weteranów antarktycznych ekspedycji – nie wstydzili się łez, wracali do domu. Z pierwszym pingwinem zaczęła się dla Marty prawdziwa Antarktyka. I ta magia pozostała do dziś.

Chęć pokazania regionów polarnych Jaśkowi i Julce Marta stawia ponad osobistą tęsknotę. W końcu dzieci znają ten świat tylko z opowieści rodziców.

Też chcą zostać polarnikami tak jak mama i tata?
– Jeszcze nie wiedzą. Julka chce zostać fryzjerką, a Jasiek to chyba na razie ochroniarzem (śmiech).

Fragment rozmowy z Martą Potocką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *